Posted on

Istota dziennikarstwa, czyli prowokować, tworzyć sztuczne sytuacje i uogólniać!

Szerokim echem w mediach odbiła się niedawno akcja wykonana przez dziennikarza „Dużego Formatu” pana Jacka Hugo-Badera. Ów pan wybrał się na Marsz Niepodległości ucharakteryzowany na murzyna. Nikt go nie pobił, ktoś tam podobno głośno powiedział, że ma jaja idąc na marsz, a na koniec podbiegło do niego dwóch krewkich narodowców kierując kilka wulgarnych słów i nieudany cios. Tak czy siak, cały czas „czuł” na sobie przekleństwa i ksenofobiczne myśli. Tak, on je czuł! Trąci farsą, prawda?

Pomijam już fakt, że „blackface”, czyli ucharakteryzowanie białego człowieka na czarnego uchodzi obecnie za rasizm oparty na stereotypach wobec czarnych ludzi. Redaktor związany z GW zatem wybierając się na obchody Święta Niepodległości w poszukiwaniu rasizmu, sam mógłby zostać posądzony o rasizm przed wyjściem z domu. Ale zostawmy to, skupmy się na infantylnej propagandzie i jej metodach.

Na tropie faszyzmu, czyli spalić, sprowokować i wytykać palcem

Marsze Niepodległości za rządów koalicji PO-PSL nie cieszyły się dobrą renomą. Zadymy, burdy, spalone budki, wozy transmisyjne, latające kostki brukowe. Media zależne od władzy oraz jej przychylne bez opamiętania uderzały w społeczność marszu, wrzucając ją do worka faszystów/nazistów/nacjonalistów/antysemitów*. Oczywiście z relacji alternatywnych czy też taśm z Sowy dowiedzieliśmy się, iż większość tych oskarżeń była budowana na bazie prowokacji. Potwierdził to minister Sienkiewicz, którego wsypał szef CBA Wojtunik, przypisując mu w prywatnej rozmowie pomysł spalenia budki pod ambasadą rosyjską.

Zresztą, kto nie łyka jak pelikan narracji wpływowych mediów, sam do takich wniosków już dawno doszedł. Wystarczyło zobaczyć filmy na youtube, gdzie zamaskowani, i nie tylko, funkcjonariusze atakują i katują bez powodu ludzi na ulicach. Był też wiele mówiący film, na którym Marian Kowalski wraz z manifestującymi śpiewa Hymn i Rotę przez 40 minut, a policja próbuje w tym czasie stając na zaplanowanej drodze marszu, sprowokować ludzi do walki. Tym smutniejsze, że wciąż wiele mas ludzkich bezkrytycznie przyjmuje narrację o strasznych faszystach demolujących stolicę i porządek publiczny.

Wtem nadszedł październik 2015 roku i wybory do parlamentu polskiego. Te wygrało z miażdżącą przewagą Prawo i Sprawiedliwość. Jest to istotne chronologicznie, gdyż marsze, które odbyły się w poprzednim i tym roku przebiegły nadzwyczaj spokojnie. Ciężko nie zwrócić uwagi na fakt, iż w dużej mierze dzięki zmianie władzy. PiS nie jest też szczególnie przychylny, nazwijmy to ogólnie, ruchom narodowym, niemniej nie ma zamiaru zbijać kapitału politycznego na ich oczernianiu. Tylko tyle i aż tyle.

Pożar w redakcji, faszyzmu nie ma, czas go stworzyć

Po wygranej PiSu w wyborach, od pierwszego dnia, aż po dziś, jesteśmy świadkami nieustającej, histerycznej nagonki, tak na rząd, jak i środowiska patriotyczne. Jesteśmy zalewani naiwnymi artykułami o pobitych dramaturgach, obrażonych przez policję sympatykach partii Razem, pobiciami za mówienie po niemiecku w tramwajach itd. To, co łączy te wszystkie relacje, to kompletny brak możliwości ich zweryfikowania lub bardzo naciągana wiarygodność, po kilku edycjach. ONR próbuje się na siłę łączyć z partią rządzącą, podobnie jak wszelkie oddolne, środowiska patriotyczne.

Właściwie jest to pozytywne zjawisko. Dlaczego? Otóż środowiska, które przez lata wysuwały absurdalne oskarżenia wobec polskich patriotów, są w odwrocie. Nie mają już takiego wsparcia władz, ich kolejne analizy polityczne, weźmy choćby wybory w USA, są nic nie warte. Funkcjonariusze frontu ideologicznego raz po raz muszą zjadać kolejne żaby, nie są w stanie nic świeżego i sensownego zaproponować swoim odbiorcom.

Tutaj dochodzimy do tematu głównego, czyli prowokacji pana Badera. Reportaż przez niego stworzony pełen jest naiwnych opisów i niemożliwych do zweryfikowania sytuacji. Redaktor czuje się źle w tłumie manifestantów, co chwilę ktoś nazywa go „Makumba”, nawet jak nie słyszy wyzwisk, to je czuje. To o tyle ciekawe, że podobnych nieprzyjemnych sytuacji nie doświadczył Bawer Aondo-Akaa, który nie raz uczestniczył już w obchodach.

No dobrze, przyjmijmy, że pan Jacek nie zmyśla. Rzeczywiście go szkalowali, wyzywali i czuł w powietrzu nienawistne i ksenofobiczne wyzwiska. Tylko wciąż, nikt go nie pobił. Ale, ale. Próbował pobić!

A na Czarnego napada dwóch solidnie zbudowanych, trzydziestoparoletnich na oko, zakapturzonych mężczyzn w czarnych kurtkach i czapkach ze znakiem Swarzycy czy Swarorzycy, Świaszczycy, czyli ośmioramiennej swastyki zwanej także kołomirem albo kołowrotem, który dla starych Słowian był świętym symbolem zwycięstwa, szczęścia i przychylności bogów. Zbiry popychają Czarnego, szarpią, ten wyższy wypuszcza potężnego, szerokiego jak Aleje Jerozolimskie sierpowego, ale chybia. – Wypierdalaj stąd, Czarnuchu! – wrzeszczą, grożą dziewczynom, które robią zdjęcia, a wyższy celuje z następną fangą w murzyńską gębę, na szczęście przed napadniętym wyrasta dwóch mężczyzn, którzy stają w jego obronie, przeganiają agresorów, a ofierze tłumaczą, że jakby co, to musi wiać w głąb Kruczej, bo tam stoi grupa policjantów w pełnym rynsztunku.

Piękny opis, piękny. Nikt go nie pobił, no ale przecież chciał, potężnego, szerokiego sierpowego wypuścił! Ciekawe jest zdjęcie z tego zdarzenia.

15055792_1208921632489129_4200903610961311051_n

To właśnie ci trzydziestoparoletni, solidnie zbudowani, zakapturzeni, w czapkach ze znakiem Swarzycy czy Swarorzycy, majtkach z lumpeksu czy od Calvina Kleina itd… Muszę przyznać, wyglądają groźnie, pan Jacek musiał chyba uczęszczać na jakieś sztuki walki, skoro tak skutecznie uniknął szerokiego, potężnego sierpowego mimo bliskości i groźności napastników. Oczywiście zdarzenie nie ma potwierdzenia w żadnych raportach policyjnych i medialnych poza „Wyborczą”. Dlaczego to zdjęcie jest ciekawe? Pan po lewej jest bardzo podobny do pana z obrazka, który krąży po antyfaszystowskich i około razemowo-sokoburaczanych forach.

15134653_209122052862507_709374376588121182_n

Nie rozstrzygam, że to on, widzę duże podobieństwo. Widzę też w tym sens i logikę w budowaniu faszystowskiego wizerunku patriotyzmu w Polsce. Do tej mało wiarygodnej i nieudanej propagandy wypada wspomnieć o spaleniu flagi Ukrainy na marszu. Raz, że niekoniecznie była to flaga Ukrainy, dwa, że akurat w tym miejscu stali wysłannicy „GW”, a kilka chwil po zdarzeniu ambasada ukraińska w Polsce wyraziła swoje oburzenie wspomnianą sytuacją. Wyjątkowo wyjątkowy zbieg okoliczności. Wspominał o tym Piotr Wroński na swoim profilu, gdzie zainteresowanych odsyłam.

Istota dziennikarstwa, czyli prowokować, tworzyć sztuczne sytuacje i uogólniać!

Na koniec krótkie podsumowanie w formie obrazkowej podejścia do zawodu ludzi takich jak Jacek Hugo-Bader. Reportaż spotkał się z bardzo krytycznymi ocenami internautów, jedna z Pań wyraziła swoje oczekiwania, co do tego jak nie powinno wyglądać dziennikarstwo. Pan reporter z „Dużego Formatu” miał odmienne zdanie.

istota

Źródła:

wyborcza.pl

żelaznalogika.net

youtube.com

*niepotrzebne skreślić

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *