W ostatnich dnia serwis informacyjny Mediendienst Integration podał zaskakujące wiadomości. Otóż nasi zachodni sąsiedzi nie tylko mają dość “sympatycznych” uchodźców, ale również intensywnie pozbywają się ich ze swojego kraju. Nieco to dziwne, zważywszy, że do tej pory kanclerz Niemiec Angela Merkel nawołuje do otwierania granic i przyjmowania imigrantów przez kraje członkowskie UE.

Jednak szefowa niemieckiego rządu zdążyła nas już przyzwyczaić do dziwnej prawidłowości – mówi jedno, robi drugie. Podobnie ma się więc kwestia szeroko otwartych granic dla umęczonych uchodźców. Wystarczyło kilkanaście miesięcy i politycznie poprawny naród niemiecki ma wyraźnie dość swoich nowych współbratymców.

Do końca 2016 roku odesłano do krajów pochodzenia ok. 80 tys. imigrantów. Szef Urzędu Kanclerskiego i pełnomocnik rządu w Berlinie ds. uchodźców Peter Altmeier zapowiada, że liczba ta będzie o wiele większa. Dodał również, że w pierwszej kolejności odsyłani są ci imigranci, którzy stwarzają zagrożenie dla kraju.

Nie jest to jednak sprawa prosta. Bardzo wielu imigrantów po prostu rozpływa się w powietrzu – znika bez śladu ukrywając się gdzieś na terenie Niemiec. Niemcy słusznie podejrzewają, że jest to najgroźniejsza grupa ludzi. Ci, którzy przyjechali do Europy w niecnych celach, którzy mogą przygotowywać zamachy terrorystyczne i działać na szkodę innych obywateli.

Gwałty, rozboje, zamieszki uliczne to powoli codzienność w Niemczech. Minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere wnioskuje o pilne utworzenie specjalnych ośrodków dla uchodźców oraz imigrantów, którym odmówiono azylu. W ośrodkach takich będzie istniała możliwość kontrolowania zachowań i pobytu. Czy jednak nie jest to już próba zebrania rozlanego mleka?

 

 

Joanna Antonina Milik

źródło: interia.pl

 

 

 

Komentarze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany