Minęło niespełna paręnaście dni od tragicznych wydarzeń, które rozegrały się w ścisłym centrum stolicy Szwecji, Sztokholmie. Wydawać by się mogło, że po zaistniałych wydarzeniach liberalna polityka szwedzkiego rządu jak i otwartość szwedzkiego społeczeństwa względem nowych przybyszów z Afryki i Bilskiego Wschodu odwróci się o 180 stopni… Tak przynajmniej nakazuje logika, lecz niestety – nic takiego się nie wydarzyło.

Demoliberalne szwedzkie społeczeństwo, które już dawno temu popadło w odmęty szaleństwa politycznej poprawności, raz za razem daje nam kolejne argumenty wskazujące na niechybny upadek wspaniałego i odważnego narodu „Wikingów”, jakim niegdyś była Szwecja.

Początek rozkładu.

Wszystko zaczęło się w 1976r. kiedy to Szwecja jako pierwsza na świecie przyznała prawa wyborcze cudzoziemcom w wyborach lokalnych oraz przyjęła przepisy antydyskryminacyjne – ustawę o zakazie dyskryminacji i o zakazie podburzania przeciwko grupie etnicznej. Był to zaledwie początek przeprowadzonych w późniejszych latach szeregu reform mających na celu ukazania Szwecji jako kraju przyjaznego dla mniejszości i emigrantów ekonomicznych.

Równolegle do działań rządzących rozpoczęły się zabiegi propagandowe, mające na celu narzucenie społeczeństwu takiej wizji ich kraju, w której to budowa państwa wielokulturowego jest nieuniknioną koniecznością wynikające z rozwoju gospodarczego.

Niestety działania te odniosły skutek. Przy minimalnym oporze społeczeństwa szwedzkiego, na przestrzeni dziesięcioleci Szwecja zmieniła całkowicie swoją strukturę. Z kraju homogenicznego stała się heterogenicznym państwem wielu religii, kultur oraz domem dla liberalnej „wolności” seksualnej.

Programy pomocy.

Końcowym efektem eksperymentu społecznego, który miał na celu „urozmaicenie” społeczeństwa szwedzkiego, było stworzenie kraju sprzyjającego każdemu przybyszowi. Taki przybysz może liczyć na wstępie na dostęp do bezpłatnej i praktycznie nieograniczonej nauki języka szwedzkiego. Dzieci imigrantów mogą liczyć na bezpłatną szkołą od momenty przybycia, w której to mogą liczyć na darmową naukę języka ojczystego.

W celu integracji ze społeczeństwem przybyłych imigrantów powołano szereg instytucji, mających na celu ich asymilacje ze szwedzkim społeczeństwem. Dokonać tego mają instytucje takie jak Państwowy Urząd Imigracyjny czy też lokalne biura dla imigrantów. Dodatkową pomocą służą także ministerstwa oraz inne instytucje państwowe. Stworzono również specjalny program dla wszystkich nowych przybyszów i ich rodzin z prawem pobytu. Ma on pomóc im w jak najszybszym czasie znaleźć zatrudnienie na rynku pracy .

Pierwsze efekty.

Po przyjrzeniu się tak bogatemu pakietowi pomocy socjalnej i powstaniu szeregu instytucji mających doprowadzić do integracji imigrantów – czas teraz spojrzeć z szerszej perspektywy i podsumować efekty prowadzonej polityki otwartych drzwi przez kolejne rządy Szwecji na przestrzeni lat.

Za sprawą otwartości i przystępności szwedzkiego rynku pracy jak i systemu socjalnego, już na samym początku kryzysu migracyjnego dało się zauważyć wzmożone zainteresowanie tym krajem wśród imigrantów.

Statystyki jasno wskazują, że w samym tylko 2015 roku granice Szwecji przekroczyło 160 tysięcy osób. Mogli oni liczyć na natychmiastowe zakwaterowanie oraz pomoc finansową w wysokości 256 dolarów miesięcznie.

Po tych danych doskonale widać, że popularność tego kraju w oczach napływających przybyszy jest bardzo duża. System zachęty dla napływających emigrantów zdał egzamin, co za skutkowało stałym strumieniem napływających imigrantów. Jednak jak w tym przypadku zadziałał system integracji imigrantów ? Cóż, w tym przypadku rzeczywistość już nie jest tak kolorowa.

Początek problemów.

Ogólnodostępne dane statystyczne jasno i przejrzyście wskazują na to, jak mały procent przybyłych imigrantów podejmuje się chociaż próby podjęcia pracy. Największych odsetek osób niepracujących przejawia się w grupach imigrantów przybyłych z rejonów Afryki i Bliskiego Wschodu. Z pośród tej grupy odsetek przybyłych mężczyzn, który stara się podjąć prace wynosi zaledwie 20%, a wśród kobiet jest to niecałe 8%. Jednak nie to jest najgorsze.

Niechęć nowo przybyłych „Szwedów” do pracy nie jest jedynym problemem, z którym muszą sobie radzić szwedzkie władze. Ten nieco ponad dziewięciomilionowy kraj, w którym na chwile obecną 10% (15% wynosi ogół wszystkich imigrantów) populacji stanowią imigranci z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki, zmaga się z największą w historii tego kraju, jak i Europy, falą gwałtów, rozbojów, przestępczości. Ostatnimi czasy do tej listy można dołączyć zamachy terrorystyczne.

Równia pochyła.

Niechlubne miano „Stolicy Gwałtów” przyznano Szwecji już w 2014 roku, kiedy to liczba przyjętych zgłoszeń w sprawie gwałtu sięgnęła przeszło 7 tysięcy ! Był to ponad 1472% wzrost względem roku 1976, gdzie zarejestrowano wówczas zaledwie 421 takich incydentów. Sam rok 1976 nie jest tu też przypadkowy, albowiem to właśnie w tym roku zapoczątkowano politykę „otwartych drzwi”. Biuro ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) umiejscawia Szwecję na drugim miejscu na świecie (dane na 2010 rok) pod względem liczby gwałtów, wyprzeda ją jedynie afrykańskie Lesotho. Te straszne statystyki mogą być znacząco zaniżone, bo jak wykazuje Szwedzka Krajowa Rada Zapobiegania Przestępczości (Brottsförebyggande Rådet -BRA) – agencja w ramach Ministerstwa Sprawiedliwości, tylko w samym 2011 roku policja zarejestrowała mniej niż 25% wszystkich dokonanych gwałtów.

Wszelkie próby wykazania korelacji miedzy napływem imigrantów ze wspomnianych rejonów, a wzrostem liczby gwałtów i przestępczością są skutecznie zatajane przez szwedzkie władze. Jedne z ostatnich oficjalnych rządowych danych na temat wspomnianej zależności zostały upublicznione w 1996 roku, gdzie to Szwedzka Rada Zapobiegania Przestępczości wykazała, iż imigranci z Afryki Północnej, a dokładniej z krajów takich jak Algieria, Libia, Maroko i Tunezja, 23 razy częściej popełniali gwałt niż Szwedzi. W roku 2006 został przedstawiony przez władze ostatni oficjalny raport w tej sprawie.

Szwedzkie władze w obronie polit-poprawności, niejednokrotnie wręcz solidaryzują się z gwałcicielami. Szwedzkie sądy nierzadko uniewinniły podejrzanych o gwałty, tłumacząc, że ofiary dążyły do kontaktów seksualnych. Słynną sprawą z 2013 roku jest już uniewinnienie przez Sąd Apelacyjny sześciu wcześniej skazanych mężczyzn „obcego pochodzenia” w sądzie niższej instancji, w sprawie dokonanego grupowego gwałtu na piętnastoletniej dziewczynie na przedmieściach Sztokholmu. Sędzia argumentował swoją decyzje tym, iż dziewczyna “nie znajdowała się w bezbronnej pozycji”.

Punkt bez powrotu.

Proces rozkładu, który został zapoczątkowany dziesięciolecia wcześniej, w końcu zaczął być w pełni odczuwalny. Liberalne szwedzkie społeczeństwo zostało prawie w całości pozbawione odruchu obronnego i z przychylną podstawą przyjmowało kolejne niezdrowe pomysły swoich władz, które w ewidentny sposób okłamują własnych obywateli w kwestiach zbrodni i przestępczości dokonywanych przez imigrantów. Zastraszone społeczeństwo polityczną poprawności, wraz z nadejściem XXI wieku, praktycznie boi się poruszać jakiekolwiek kwestie związane z imigrantami, byle by nie doczepiono mu łatki rasisty czy też ksenofoba.

Dowodem w kwestiach manipulacji, a wręcz kłamstwach dokonywanych na Szwedach może być tutaj sprawa związana z brutalnym gwałtem zbiorowym dokonanym na pokładzie fińskiego promu Amorell. Statek ten kursował między Sztokholmem i Åbo w Finlandii i jak to podały Szwedzkie media, gwałtu mieli dopuścić szwedzcy mężczyźni. Zaledwie po kilku godzinach, po dokładnym zbadaniu sprawy okazało się, że siedmiu z ośmiu podejrzanych to Somalijczycy, a jeden – Irakijczyk. Żaden z nich nie posiadał Szwedzkiego obywatelstwa.

Spirala kłamstw i manipulacji była nakręcana do granic możliwości. Mogłyby się wydawać, że szwedzkie społeczeństwo może zostać wybudzone z tego koszmaru jedynie poprzez bardzo donośne i tragiczne w skutkach wydarzenie. Wydawać by się mogło, iż takim wydarzeniem które przeleje czarę goryczy będzie to co się stało 7 Kwietnia 2017 roku.

Letarg.

Tego dnia, około godziny 15:00,  39-letni Uzbek, Rachmat Akiłow postanowił skraść ciężarówkę, którą następnie wjechała w tłum ludzi. Był on jednym z wielu imigrantów przebywających w Szwecji o tak zwanym „nieuregulowanej sytuacji prawnej”. Był również dobrze znany Szwedzkiej policji, ponieważ od pewnego czasu był wydany za nim list gończy. Efektem nieudolności szwedzkich służb porządkowych były 4 ofiary śmiertelne oraz 10 ciężko rannych.

Należy się teraz zastanowić, co dzieje się ze Szwedzkim społeczeństwem w tym momencie ?

O ile samego zamachu prędzej czy później można było się spodziewać, ponieważ logiczną koleją rzeczy było takie wydarzenie w następstwie wpuszczenia rzeszy zdeprawowanych kryminalistów,  to o tyle zastanawiającym była sama reakcja rdzennej ludności. Niestety, ich reakcja była spodziewana i była ona bardzo podobna do tych, które miały już miejsce w tym podobnych tragediach na zachodzie Europy.

Mentalnie wykastrowana społeczność szwedzka zamiast domagając się natychmiastowej reakcji władz i zatrzymań podobnych kryminalistów i potencjalnych terrorystów grasujących nieskrępowanie w całym kraju, zaczęła w poznanym już przez nas stylu „demonstrować” swoje nastroje.

Po barbarzyńskim akcie dokonanym w samym sercu u naszego północnego sąsiada mieliśmy okazje zobaczyć dobrze już nam znany oklepany spektakl. W pierwszej kolejności było niezrozumienie lewicowych i liberalnych mediów tego, co się stało. Starały się one zamieść pod dywan kwestie pochodzenia zamachowca oraz przyczyn jego obecności w kraju. Następnie (jak to zwykle mają w zwyczaju) rozpoczęły się marsze „miłości” i „solidarności” z ofiarami, niestety o przyczynach zamachu już nikt nie wspomniał.

Zamiast się domagać natychmiastowych działań od władz w sprawie niezliczonej ilości potencjalnych zamachowców rozrzuconych po całym kraju, rdzenna szwedzka ludność uzbrojona w kolorowe kredki i kwiatki dała upust swoim emocjom i uznała, że wszystko co możliwe zostało już zrobione.

Wręcz już symbolicznym obrazem jest wizyta szwedzkiego premiera na miejscu zamachu. Głowa szwedzkiego rządu, w postaci Stefana Löfvena, po przybyciu na miejsce rzeźni swoich obywateli ceremonialnie rozpłakała się. Obraz ten idealnie przestawia to, jak bardzo Szwedzki naród jest w defensywie i jak mało jest determinacji we władzach, by zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości.

Smutne konkluzje.

W obecnym stanie, w którym znajduje się Szwecja, należy sobie zadać pytanie nie “czy” lecz “kiedy” nastąpi kolejny zamach. Jeśli nie nastąpi radykalna, wręcz rewolucyjna zmiana w świadomości szwedzkiego społeczeństwa i ich władz, to naród niegdyś odważnych „Wikingów” stanie się tylko nieistotną wzmianką w annałach historii świata. Jest niemal wręcz pewne, że na przestrzeni dwóch lub trzech dziesięcioleci, rdzenni Szwedzi staną się mniejszością w swoim własnym kraju i być może spotka ich taki sam los jaki spotkał rdzennych mieszkańców obu Ameryk. Czas pokaże, lecz niestety – nie stoi on po stronie Szwedów.

 

 

 

 

 

foto:     google.com

źródła: ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained

natemat.pl

forsal.pl

https://www.informationsverige.se/engelska/Pages/Start.aspx

Komentarze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany